Faworki na koniec karnawału

Koniec karnawału to zgodnie z tradycją ostatnie zabawy karnawałowe (widziałam dzisiaj w niewielkim samochodzie osobowym  Panią z piórem na głowie i w srebrnej  sukience) oraz smażone na głębokim tłuszczu faworki i pączki.

Usmażyłam dzisiaj faworki, które pomimo tego, że teoretycznie powinny być zjedzone po około dwóch dniach już prawie znikły, a są na tym świecie nie dłużej niż 6 godzin.

Lista zakupów:

  • 1/2 kg mąki
  • 5 żółtek
  • 1 opakowanie kwaśnej śmietany
  • 50 ml spirytusu
  • szczypta soli
  • 2 łyżki drożdży
  • 2 litry oleju do smażenia
  • cukier puder do posypania
IMG_20160130_201624

Sposób przygotowania:

Wyrabiamy cisto ze wszystkich składników aż do uzyskania jednolitej masy. Pozostawiamy na około20 minut, aby drożdże pod wpływem temperatury zaczęły lekko rozpulchnić  masę. Dzielimy ciasto na kawałki i wałkujemy na placki grubości maksymalnie dwóch milimetrów.

Kroimy rozwałkowany placek na  paski szerokości 2 lub 3 cm i długości maksymalnie 10 cm. Pasek przecinamy w połowie szerokości na 2/3 długości. Przeplatamy przez otwór i odkładam na boku. Po przygotowaniu w taki sposób całego ciasta w szerokim garnku podgrzewamy do temperatury wrzenia olej. Po kilka sztuk zawiniętych kawałów ciasta wrzucamy do rozgrzanego tłuszczu. Po wypłynięciu faworka zarumieniamy go z obu stron i wyjmujemy do naczynia, w którym będzie nam stygł na kawałku ręcznika papierowego. Po wystygnięciu posypujemy faworki cukrem pudrem.

Czekamy dzień lub zjadamy od razu. W moim przypadku wszystko wskazuje na to, że jutro też będę robiła faworki 🙂

Smacznego

Wyślij wiadomość